Dlaczego warto być "morsem" z fizjologicznego punktu widzenia?


W szerokim mniemaniu społecznym zimowe kąpiele w wodzie o temperaturze bliskiej zera stopni Celsjusza mogą skończyć się ciężkimi powikłaniami zdrowotnymi, np. zapaleniem płuc - nic bardziej mylnego. Kilka słów wiec o tym, dlaczego jest to fałszywy pogląd, co się na prawdę dzieje z organizmem ludzkim przy takiej kąpieli i wreszcie, kto na prawdę powinien jej unikać.
Po pierwsze, należy wyraźnie rozgraniczyć kąpiel jaka uprawiają w zimie "morsy" od długotrwałego wychłodzenia organizmu prowadzącego do hipotermii, a to dlatego ze kąpiel "morsowska" trwa zbyt krótko by doprowadzić do groźnego spadku temperatury ciała i, co być może ważniejsze, podstawą kąpieli zimowych powinna być zawsze solidna rozgrzewka - nie wystarczy tutaj kilka pompek lub wymachów ramion. Chodzi o to, żeby przez kilkunastominutowy wysiłek (np. 3-4 km biegu w wydaniu autora) w ciepłym, zimowym ubraniu doprowadzić organizm do stanu nadmiaru ciepła. Dzięki takiej rozgrzewce wzmaga się ukrwienie mięsni szkieletowych oraz wątroby - głównego narządu, w którym powstaje ciepło roznoszone potem po ciele przez krew niczym sprawny system centralnego ogrzewania. Naczynia włosowate i tętniczki skórne ulegają rozszerzeniu. W wątrobie po kilkunastu minutach wysiłku zaczyna być silniej wychwytywany "zły" cholesterol frakcji LDL, rozpoczyna się miedzy innymi jego kosztem produkcja glukozy na potrzeby intensywnie zużywających ją mięsni. Organizm broni się przed wzrostem temperatury przez pocenie, które jest jednak nisko efektywne pod zimowym ubraniem, gdyż pot słabo stamtąd paruje. W ten sposób osoba przygotowująca się do kąpieli przechodzi fizjologicznie stan podobny do pobytu w saunie. Jest gotowa do części właściwej- kąpieli w lodowatej wodzie.

- kliknij na pingwinka aby czytać dalej artykuł